sobota, 26 grudnia 2015

Świątecznie i kijowo


Nie złożyłam życzeń świątecznych, a tyle miłych dostałam, od tych bliższych znajomych i od tych dalszych, że wstyd mi się zrobiło i niniejszym chciałam za wszystkie bardzo serdecznie podziękować (zwłaszcza Asi „Złomiarze”) i również życzyć ciepła rodzinnego i wyjątkowej atmosfery oraz pomyślności w Nowym 2016 Roku!!!




Drugi dzień świąt przywitał nas pięknym słońcem i od pierwszych chwil poranka było wiadomo, że nie przepuścimy takiej okazji i ruszymy z kijami na wędrówkę. To pierwsza tej zimy i pierwsza od wielu miesięcy – niestety nie składało się L
Za to jak na pierwszy raz i baaardzo krótki dzień wycieczka całkiem udana – 15 kilometrów w nogach, wiatr we włosach i słońce grzejące w plecki.
Trasa malownicza i bardzo ciekawa: Koziniec – Przedborowa – Różana – Owiesno – Przedborowa – Koziniec.
  




 Przed nami Przedborowa 

 Polną drogą do Różanej, bardzo malownicza droga



 Kościół w Różanej
 Krzyż pokutny w murze kościelnym

 Szopka w oknie świetlicy wiejskiej upewnia mnie jakie święta mamy ;)

 W oddali widać już Owiesno



Owiesno, to perełka by mogła być, gdyby nie fakt, że Zamek, który jeszcze po II WŚ miał się całkiem dobrze dziś jest totalną ruiną L Podobno początki zamku to budowla Templariuszy, podobnie jak kościół w Owieśnie. 









 Domek Ogrodnika przy Zamku

 "śniadanie na trawie" 
 nagietki w grudniu????

 Kropek??? Filonka????

 Wielkanoc????










Taki piękny kot pożegnał nas w Kozińcu :)

sobota, 19 grudnia 2015

Mała odskocznia od kieratu


Masa codziennych obowiązków. Każdy dzień zaplanowany niemal ze szwajcarską precyzją. Kiedy jeden element układanki się zmienia plany walą się jak domki z kart i całą układankę trzeba od nowa składać do kupy. Wieczorami padam na przysłowiowy pysk, zasypiam po jednej stronie książki, niezależnie od tego jak pasjonującej i wciągającej. Ale ten stan rzeczy ma swoje dobre strony. Trudno w to uwierzyć, ale cieszę się, bo nie dopadła mnie jesienna chandra (żeby nie powiedzieć depresja), która od lat towarzyszy mi w listopadzie i grudniu.
Radość wielka, jednak są chwile kiedy po prostu czuję, że muszę wyrwać się z obowiązków i zrobić coś wyłącznie dla siebie i przyjemności.
Tak było w niedzielę.
Zamiast zacząć przygotowania świąteczne, zamiast piec, gotować, lepić pierogi wsiedliśmy do samochodu z samego rana (nawet deszczowa pogoda nas nie odstraszyła) i pojechaliśmy na Izerski Jarmark Rękodzieła i Sztuk Wszelakich do Świeradowa Zdroju. Rok temu ten jarmark odbywał się w Kromnowie.
Trudno porównywać te miejsca i jarmarki. Zupełnie inna atmosfera miejsca, każde w swoim rodzaju. Dla mnie Świeradów to miejsce wyjątkowe.
To tutaj moi Panowie stawiali pierwsze kroki na nartach. Spędziliśmy sporo zimowych wakacji w tej miejscowości. Wieczory w sanatorium „Słoneczku” przy kubku gorącej herbaty i grze w „Scotland Yard” to jedne z milszych wspomnień z dzieciństwa Maleństwa. Ośrodek mieścił się w starej stylowej willi jakich w Karkonoszach wiele. Pokoje bez specjalnych wygód, ale miejsce z miłą atmosferą i dobrym jedzeniem przyciągało nas jak magnes.

 szczególnie miechunkowy wianek przypadł mi do gustu, ale skończyło się na kupnie innego :)


 bombki z piernika - majstersztyk




 Szklana Kuźnia, znana mi już z pięknych i oryginalnych wyrobów




 z wielką przyjemnością przygarnęłam ptaszki i kwiatki :)

 a o skarpeciakach marzymy w Fundacji






W niedzielę obserwowaliśmy jak Świeradów pięknieje i zmienia się na zadbane i piękne miasteczko.
Najpiękniejszym miejscem uzdrowiska jest Dom Zdrojowy z modrzewiową Halą Spacerową najdłuższą na Dolnym Śląsku. To tutaj odbywał się Jarmark.
Miejsce wyjątkowe z wyjątkowymi przedmiotami wystawionymi na sprzedaż.








 Nie wiem, czy gdziekolwiek jest upamiętniona rodzina Schaffgotschów, która pozostawiła po sobie chyba najpiękniejsze obiekty na terenie Dolnego Ślaska, ale zasługuje na to w 100%.

A na koniec spacer po deszczowym (wtedy jeszcze deszczowym, potem zaczął padać śnieg) Świeradowie








 Za rok jak się uda znów odwiedzę Izerski Jarmark, bo to miejsce z wyjątkowymi rzeczami, zupełnie inne od Jarmarku na wrocławskim Rynku, gdzie kicz, komercja i powtarzalność króluje.



poniedziałek, 7 grudnia 2015

Złamane serce


Mam złamane serce.

Pokochałam, całe swoje serce oddałam, ale nie krzywdząc już kochanych.
Mam wrażenie, że moje uczucie, choć nieśmiało, było odwzajemnione.

I co?
Znalazł sobie inną i odszedł.

Serce pękło mi na milion kawałków i cierpię.

Tęsknię, martwię się, co chwila mam ochotę biec i sprawdzać czy jednak Go nie ma.

Historia mojej miłości jest banalna.
Poznałam Go przypadkiem, zamieszkał w bliskim sąsiedztwie. Poznawaliśmy się powoli, nabieraliśmy do siebie zaufanie z wielkim trudem mimo, że spotykaliśmy się kilka razy dziennie.
Kiedy pierwszy raz stopił się jak wosk w moich objęciach poczułam coś na miarę euforii a miłość wypełniła moje serce.

I wszystko się skończyło.
Mam nadzieję, że ta Druga będzie kochać Go równie mocno i poświęci wystarczająco uwagi.


Benusiu, złamałeś mi serce, ale życzę Ci szczęścia na nowej drodze życia! 





Mam nadzieję, że Twoje życie będzie cudowne wśród kochających ludzi w towarzystwie fajnego kolegi!