Zwiedzanie zaczęliśmy od najbliższej okolicy. No, może nie do końca najbliższej, ale postanowiliśmy pojechać w poprzek wyspy na wysokości naszej zatoki Kissamos. Jak już wspomniałam Kreta jest niezwykle górzysta, tak więc aby dotrzeć na południowy brzeg należy pokonać wysokie góry, gdzie można zachwyciać się malutkimi wioskami, kościółkami ukrytymi wśród gór i gajów oliwnych,
ale prawdziwą perełką jest jaskinia Agia Sofia wraz z kapliczką. Docieramy do niej podążając wzdłuż wąwozu Topoli. Musimy pokonać sporo schodów, częściowo zacienionych dużymi figowcami.
Jaskinia ma około 70 metrów średnicy i 20 metrów wysokości. Można podziwiać liczne stalaktyty i stalagmity. Badania naukowe dowodzą, że człowiek wykorzystywał to miejsce już w okresie neolitu.
W jaskini jest znajduje się maleńka kapliczka. W Boże Narodzenie docierają do niej kreteńczycy i świętują narodziny Chrystusa.
Tego samego dnia przełamałam swój absolutny sprzeciw wobec krewetek. W. zamówił sobie porcję tych skorupiaków, przemogłam swój opór i spróbowałam.
Muszę przyznać, że nawet mi smakowała. Jadłam też kalmary, ośmiorniczki i wszystko było całkiem, całkiem dobre J Może kiedyś sama zamówię owoce morza????