poniedziałek, 19 marca 2012

Orzechowe crumble z czerwonymi owocami


Zima powoli się kończy, ale tempo zmian w przyrodzie na razie nie spełnia moich oczekiwań (mimo upojnie słonecznego i ciepłego weekendu), dlatego wspomagam się jak tylko mogę daniami przywołującymi pełnię lata.
Tym razem polecam deser szybki i pyszny. Ja wykorzystałam mrożone maliny, czereśnie i jagody, ale każde owoce, które macie będą się do niego nadawały.




Orzechowe crumble z czerwonymi owocami

3 szklanki dowolnych owoców (np. malin, wiśni, czereśni, jagód)
2 łyżki cukru
1 łyżka soku z cytryny
Otarta skórka z pół cytryny

Kruszonka:
4 łyżki mąki
3 łyżki posiekanych orzechów włoskich
3 łyżki brązowego cukru
2 łyżki płatków owsianych
75 g zimnego masła

Z podanych składników wyrobić w misce kruszonkę, następnie wstawić ją do lodówki na pół godziny. Do czterech ramekinów (lub jednego większego naczynia żaroodpornego) wsypać wymieszane owoce z pozostałymi składnikami. Wierzch przykryć schłodzoną kruszonką. Piec w 180 stopniach przez około 15 – 20 minut do zrumienienia kruszonki.
Podawać gorące udekorowane na przykład gałką lodów waniliowych, ale samodzielnie też smakuje wspaniale.
Smacznego!!!


środa, 14 marca 2012

Ho Chi Minh City – niezły Sajgon

Pora wrócić do Wietnamu i to nie byle gdzie, bo do samego Sajgonu. Mimo, że miasto oficjalnie od 1975 roku nosi nazwę Ho Chi Minh City w świadomości ludzi nadal jest Sajgonem, nawet Wietnamczycy często używają tej nazwy. 
Na jakiejś stronie poświęconej Wietnamowi widziałam dyskusję na temat, które miasto jest ciekawsze Hanoi czy Sajgon? Zdania były podzielone. Myślę, że główną przyczyną jest to czego oczekujemy od nowych dla nas zakątków świata. Sajgon zrobił na mnie wrażenie wielkiej metropolii ze wszystkim co niesie ze sobą nowoczesność i wielkość, ale równocześnie miastem, które straciło miejscami swą azjatyckość. Dlatego osobiście opowiadam się za urokiem i klimatem Hanoi. Jednak nigdy nie zrezygnowałabym z możliwości poznania Ho Chi Minh City.



Pierwsza osada w tym miejscu powstała w pierwszych wiekach naszej ery, a zamieszkiwali ją Khmerscy rybacy. Dopiero w XVII wieku Vietowie przejęli miasto. Nie cieszyli się jednak długo swoją własnością, bo w 1859 roku Francuzi uczynili Sajgon stolicą swoich indochińskich kolonii.  Nie wiem na ile to moje osobiste odczucie, poparte wyjątkową sympatią do Francji, a na ile faktycznie można to zaobserwować w dawnych koloniach różnych krajów, ale wydaje mi się że Francuzi sporo wnosili do kultury, architektury czy obyczajowości swoich kolonii. Dziś wszyscy odwiedzający Sajgon zachwycają się wyjątkową architekturą miasta, pięknymi budowlami, które powstały za panowania Francuzów. Blisko 100 lat to czas wystarczający aby zmienić wygląd jakiegoś miasta. Sajgon zwany był „Perłą Dalekiego Wschodu” lub też „Paryżem Orientu”. Myślę, że wielkiej przesady w tym nie ma.
W 1954 roku Francuzi wycofują się z Indochin a Sajgon staje się stolicą Wietnamu Południowego. Swą pozycją nie cieszy się długo, bo w 1975 roku zostaje zajęty przez  wojska północnowietnamskie, traci status stolicy i swą nazwę.
Dziś Ho Chi Minh City liczy sobie około 10 milionów mieszkańców, jest największym miastem Wietnamu. Niezaprzeczalnie jest godny uwagi.

Katolicy w Wietnamie są całkiem licznie reprezentowani. W różnych regionach kraju można obok innych świątyń zobaczyć kościoły katolickie, ale chyba nigdzie nie ma tak okazałego jak katedra Notre Dame w Sajgonie.


Tuż obok katedry podziwiać można gmach zupełnie wyjątkowy – Pocztę Główną, która pozostała niezmieniona od początku swojego istnienia (z wyjątkiem wielkiego portretu Ho Chi Minha, który zawisł stosunkowo niedawno). Stalowe konstrukcje budynku zaprojektował nie kto inny jak sam Gustave Eiffel.




Warto też zajrzeć do „Pałacu Niepodległości” , który za czasów kolonialnych był siedzibą Gubernatora Indochin, a za czasów Wietnamu Południowego pełnił funkcję Pałacu Prezydenckiego, właśnie ten wystrój pozostał i można go oglądać zwiedzając potężne gmaszysko. Ja jednak zwróciłam szczególną uwagę na zdjęcie prezentujące pałac za czasów kolonialnych. Zderzenie socrealistycznej brzydkiej fasady ogromnego budynku z subtelną fasadą kolonialnego pałacu zdumiewa i daje do myślenia. Czy mamy prawo zmieniać to, co zostawiły poprzednie pokolenia tylko dlatego, że aktualnie panuje inna moda?  Tutaj zmiany niestety nie były na lepsze.




sobota, 10 marca 2012

Perfekcyjne drożdżówki z budyniem i malinami

W zamrażarce odkryłam zapasy malin, które teraz na przednówku smakują szczególnie dobrze, bo przywodzą na myśl lato i słońce. Było już ciasto z malinami a teraz naszła mnie chęć na drożdżówki z budyniem i malinami.
Szukałam w różnych źródłach przepisu na ciasto do słodkich bułeczek, ale jakoś żaden nie przyciągnął mojej uwagi na dłużej. Dopiero stara karteluszka nie wiadomo skąd z przepisem na drożdżówki z serem mocno mnie zaintrygowała. W przepisie napisano, że do ciasta dodaje się stopiony smalec. W pierwszej chwili pomyślałam: „bleeee... to nie może być dobre”, ale po chwili dotarło do mnie, że przecież do ciasta kruchego też często dodaję smalec i wspaniale wpływa on na smak i konsystencję ciasta. Może więc i w drożdżowym znajdzie zastosowanie. W lodówce zalegała jeszcze jedna kostka smalcu jeszcze od smażenia pączków na Tłusty Czwartek więc zabrałam się do pieczenia.


Drożdżówki z budyniem i malinami

Ciasto:
45 dag mąki
10 dag cukru
10 dag stopionego, ale wystudzonego smalcu
2 jajka
¼ l ciepłego mleka
2 ½ dag drożdży
2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
szczypta soli

Dodatki:
Budyń waniliowy lub śmietankowy ugotowany zgodnie z przepisem na opakowaniu
25 dag malin (mogą być mrożone)

Przesianą mąkę wsypać do miski, zrobić dołek. W odrobinie mleka rozpuścić drożdże z łyżeczką cukru, wlać je do dołka w mące. Delikatnie zamieszać w tym dołku, aby trochę mąki wmieszać w zaczyn drożdżowy. Pozostawić na kilka minut aby drożdże zaczęły pracować. Następnie dodać jajka, cukier, resztę mleka i ekstrakt waniliowy i dokładnie wyrobić ciasto, na końcu dodać stopniowo stopiony smalec i wyrabiać aż do uzyskania gładkiego i lśniącego ciasta (konsystencja jest dość luźna). Miskę przykryć i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia ciasta.
W międzyczasie ugotować budyń, wystudzić.
Wyrośnięte ciasto wyjąć na blat, dokładnie odgazować, podzielić na 8 – 10 równych porcji. Z każdej uformować najpierw równą kulkę a następnie rozwałkować na placek. Tak przygotowane krążki ułożyć na papierze do pieczenia na blaszce, na której bułeczki będą się piekły. Przykryć ściereczką i pozostawić do wyrośnięcia. Kiedy ciasto się ruszy omączonym dnem szklanki zrobić zagłębienie w każdej bułeczce, do zagłębienia nakładać budyń, a na wierzch wysypać maliny.
Piec w 180 stopniach przez około 15 minut. Wystudzić na kratce, posypać cukrem pudrem i zjadać ze smakiem :)
Smacznego!!!!


Jakie wyszły bułeczki? Chyba tytuł postu mówi wszystko. Drożdżówki z tego przepisu wyszły delikatne, puszyste i bardzo pyszne. Zabunkrowana przed moimi Panami jedna bułeczka następnego dnia okazała się nadal bardzo dobra, ale nic nie zastąpi smaku ciepłej drożdżówki popijanej szklanką zimnego mleka.


Ten wpis podobnie jak poprzedni dodaję do akcji "Owocowe ciasta zimowe"

czwartek, 8 marca 2012

Błyskawiczne ciasto z malinami

Błyskawicznie się je robi i równie błyskawicznie znika J


Ciasto z malinami
4 jajka
1 szklanka cukru
1 szklanka mąki
2 płaskie łyżki mąki ziemniaczanej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
3 łyżki oleju
2 łyżki wody (ja zawsze daję gazowaną)

1 łyżka mąki
1 łyżka kakao
250 g malin

Białka ubić na sztywną pianę, ubijając dodawać stopniowo cukier i żółtka. Następnie dodać olej, wodę i ekstrakt waniliowy. Delikatnie mieszając dodać mąkę pszenną, ziemniaczaną i proszek do pieczenia. Po wymieszaniu ciasto podzielić na dwie równe części. Do jednej dodać łyżkę mąki, do drugiej łyżkę kakao (trzeba pamiętać aby je przesiać bo inaczej zrobią się grudki). Po wymieszaniu ciasta nakładać naprzemiennie łyżką na przygotowaną blaszkę tak aby powstawały łaty. Kiedy całe ciasto zostanie wyłożone na blaszkę wysypać na wierzch maliny (można wykorzystać owoce mrożone).
Piec przez 50 – 60 minut w temperaturze 180 stopni.
Jeszcze ciepłe posypać cukrem pudrem.
Smacznego!!!!


I jeszcze na koniec moja Kota - Bunia w promieniach słońca




Wpis dodaję do akcji kulinarnej "Owocowe ciasta zimowe"


wtorek, 6 marca 2012

Kuchnia wietnamska?

1.Pyszna!!!!
Tym jednym słowem mogę posumować wszystko co jadłam w Wietnamie, nie ważne czy było to w hotelu, restauracji czy na ulicy.


Omlet z warzywami, kiełkami i krewetkami

Sajgonki w tej wersji najbardziej mi smakowały

 "Coś" z ciasta ryżowego z róznorodnym farszem ;)

 Warzywa i inne dowolne dodatki zawinięte w namoczony papier ryżowy 




2. Zawsze pełna świeżych produktów. Wszystko co jedzą Wietnamczycy opiera się na świeżych produktach i nie ma znaczenia czy są to warzywa, owoce, mięso czy dary morza. Nie ma lodówek, a i tak nigdzie nie czuć zapachu ryb czy nieświeżych produktów. 



Na ulicy można napić się świeżo wyciskanego soku z trzciny cukrowej

3. Przebogata w owoce morza i ryby.




4. Różnorodna, a smak zawsze nadają liczne sosy podawane osobno w małych miseczkach


5. Niezwykle zdrowa, bo oparta głównie na gotowanych produktach, ewentualnie pieczonych. Stosunkowo rzadko podaje się smażone dania. Najbardziej zadziwiały nas gotowane warzywa tak chrupiące i tak bogate w smak, że można było żywić się wyłacznie nimi (gdyby nie różnorodność innych pyszności) podawane do każdego posiłku w dużych ilościach.


6. Niemal pozbawiona słodyczy, ciast i tradycyjnych deserów. Na koniec posiłku podawane są świeże owoce, głównie smocze owoce, liczi, ananasy i wiele innych


7. Kawą stojąca. Wietnam jest jednym z największych producentów kawy. Smakuje tu wyjątkowo, parzona też jest w sposób specyficzny. Najczęściej podawana jest ze słodzonym mlekiem skondensowanym. Mimo, że nie lubię słodkiej kawy ta tutaj serwowana w takiej postaci była wyśmienita!!!!



niedziela, 4 marca 2012

Migdałowa szarlotka


Na szarlotkę, bez względu na wersję zawsze mam ochotę. Ta z mielonymi migdałami i bezami migdałowymi jest wyjątkowo pyszna.


Migdałowa szarlotka


Ciasto:
2 ¼ szklanki mąki
¾ szklanki mielonych migdałów
1 ½ szklanki cukru
3 łyżki kwaśnej śmietany
½ łyżeczki proszku do pieczenia
3 łyżki smalcu
2/3 kostki (250 g) masła
1 jajko + 1 żółtko

1 l prażonych jabłek do szarlotki (u mnie własnej roboty w sezonie jabłkowym)
3 łyżki bułki tartej

Beza:
3 białka
1 szklanka cukru
1 szklanka mielonych migdałów

Z podanych składników zagnieść kruche ciasto. Podzielić je na dwie nierówne części. Większą rozwałkować, wyłożyć nią blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Nakłuć widelcem, posypać bułką tartą. W międzyczasie ubić białka na sztywną pianę. Następnie stopniowo wsypywać do niej cukier i dalej ubijać. Po kilku minutach, kiedy piana będzie błyszcząca dosypać stopniowo mielone migdały. Jeszcze chwilę ubijać i pozostawić.
Na ciasto wysypane bułką tartą wyłożyć jabłka, z reszty ciasta przygotować wywałkowane paski ciasta na kratkę. Ułożyć kratę z ciasta a w luki między ciastem nałożyć za pomocą rękawa cukierniczego, albo łyżeczki przygotowaną pianę z migdałami.
Ciasto wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piec przez około godziny. Jeśli bezy przypiekają się zbyt mocno wierzch ciasta w trakcie pieczenia przykryć papierem.
Smacznego!!!


piątek, 2 marca 2012

Pagoda Thien Mu

W okolicy Hue nad brzegiem rzeki Perfumowej wznosi się zupełnie wyjątkowa budowla.



Pagoda Thien Mu wzniesiona w 1601 roku przez Nguyen Hoang.



Pagoda ma 7 pięter, które symbolizują 7 wcieleń Buddy. W 1943 roku uległa poważnemu uszkodzeniu. Dzisiaj na szczęście wygląda wspaniale.

W pobliżu Pagody żyją mnisi buddyjscy. Zabudowania klasztorne wraz z ogrodami są pięknie utrzymane, ale czemu się dziwić skoro o pielęgnację dbają sami mieszkańcy. Mnisi poza pobieraniem nauki i medytacjami pracują w ogrodzie.




Buddyzm odgrywa ogromną rolę w Wietnamie. Zawsze był dominującą wiarą, ale były czasy, kiedy katolicy byli faworyzowani a prawa buddystów pogwałcano. W proteście przeciwko temu jeden z mnichów tutejszego klasztoru dokonał samospalenia. Na pamiątkę tego zdarzenia samochód, który również spłonął stał się swoistym memento.