wtorek, 15 lipca 2014

Acili ezme – odkrycie stambulskie, meze idealne

Co prawda aktualnie jestem w zupełnie innym temacie - wakacje w Danii, ale przed wyjazdem przygotowałam jeszcze kilka dań, które będą się publikować podczas mojego odpoczynku. Nie będę miała internetu - zatem pełne wakacje, może od czasu do czasu gdzieś będzie wolne wi fi, ale na to nie liczę. 

Pisałam już, że odkryciem kulinarnym ostatniego wyjazdu było jedno z popularnych meze tureckich, czyli acili ezme. Jedliśmy je w dwóch miejscach, smakowało w obu wypadkach wspaniale, ale różniły się one ostrością. My lubimy dania ostre, wyraziste i dlatego wzorowałam się właśnie na takim daniu.
W upalne dni doskonale doskonale się sprawdzi, również jako dodatek do dań z grilla.


Acili ezme


3 dojrzałe pomidory obrane ze skórki
3 ogórki gruntowe
1 papryka (czerwona stożkowa)
1 cebula
2 ostre papryczki, albo 1 łyżeczka pul biber (ostrej suszonej tureckiej chilli)
1 łyżka pasty paprykowej
1 łyżka koncentratu pomidorowego (najlepszej jakości)
2 łyżki melasy z granatu
1 łyżeczka kuminu
1 łyżka siekanej natki pietruszki
½ łyżeczki siekanej świeżej mięty
1 łyżka posiekanego szczypiorku
sok z cytryny
sól, pieprz
oliwa z oliwek

Pomidory pozbawić nasion i płynnych części a następnie pokroić w możliwie drobną kosteczkę. Ogórki obrać, przekroić wzdłuż na ćwiartki, usunąć gniazda nasienne, pozostałą część posiekać równie drobno jak pomidory, podobnie postąpić z papryką, usunąć gniazdo nasienne i posiekać w kosteczkę, obraną cebulę również posiekać. Warzywa wymieszać, dodać pozostałe składniki, doprawić i schłodzić. Całość ma być wyrazista w smaku i dosyć ostra.
Podawać wraz z innymi przekąskami, ze świeżym pieczywem.

Smacznego!!!



piątek, 11 lipca 2014

Jagodowy sernik na zimno


Jutro znikam na dwa tygodnie na wakacje do zimnych J krajów. Nie mogę się już doczekać śledzi na słodko i wędzonego łososia. A najbardziej się cieszę, że przez dwa tygodnie nie będę musiała wdychać kurzu ani słuchać odgłosów remontowych. Postanowiłam wrócić wypoczęta, zrelaksowana i pozytywnie nastawiona do dalszego remontu, a na razie przedstawiam ostatni mój słodki wyrób (nie licząc jagodzianek dziś pieczonych na drogę). Mam jagodową fazę, truskawki w tym roku mnie nie kusiły a jagodom nie potrafię się oprzeć. Tym sposobem powstał sernik jagodowy.
Dodaję go do FB akcji "Ciasto na niedzielę - sernik".


Jagodowy sernik na zimno


na spód:
120 g herbatników
60 g roztopionego masła

masa serowa:
750 g białego sera
250 ml kremówki
½ - ¾ szklanki cukru (wg uznania)
30 g żelatyny
¼ szklanki wody
1 szklanka zmiksowanych jagód

1 galaretka o smaku owoców leśnych

Tortownicę wyłożyć zmiksowanymi herbatnikami wymieszanymi ze stopionym masłem i dokładnie ubić.
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Ser zmielić, kremówkę ubić na sztywno. Ser zmiksować z jagodami, cukrem a na końcu dodać porcjami ubitą śmietanę. Napęczniałą żelatyną podgrzewać na małym ogniu mieszając tak długo aż się rozpuści. Miksując całą masę serową wlewać delikatnym strumieniem rozpuszczoną żelatynę. Kiedy wszystko się połączy masę serową wyłożyć na spodzie. Wstawić do lodówki. Kiedy sernik tężeje przygotować galaretkę. Kiedy będzie już zimna i wyraźnie gęstniejąca wylać na sernik i ponownie wstawić do lodówki.
Podawać schłodzony.

Smacznego!!!


A na razie pozdrawiam wszystkich i do zobaczenia za dwa tygodnie (choć zaplanowałam pewne niespodzianki).

wtorek, 8 lipca 2014

Jagodzianki


Jak lato to jagodzianki. Próbowałam już kilku przepisów na te wyjątkowe (przynajmniej dla mnie) bułeczki ale dopiero te sprawiły, że mogę powiedzieć o jagodziankach doskonałych. To zasługa nieocenionej Bajaderki, bo to Jej przepis okazał się jak na razie najlepszy z wypróbowanych przeze mnie.


Jagodzianki


½ kg mąki
2 żółtka
1 białko
125 g rozpuszczonego masła
1 łyżka oleju
1 ½ łyżeczki suszonych drożdży
cukier waniliowy
½ szklanki cukru
1 szklanka letniego mleka

ok. 2 szklanek jagód
cukier do smaku

cukier puder do posypania bułeczek

Zrobić zaczyn z drożdży, łyżeczki cukru, łyżki mąki i ¼ szklanki mleka. Kiedy drożdże rosną, do miski przesiać mąkę, dodać cukier, żółtka, białko, szczyptę soli, cały zaczyn i dokładnie wymieszać. Dodać masło, olej, wyrabiać ciasto wlewając resztę mleka (ilość mleka dostosować do potrzeb). Wyrabiać ciasto aż będzie lśniące i elastyczne. Pozostawić do wyrośnięcia.
Kiedy ciasto podwoi swoją objętość wyłożyć je na blat, uformować wałek, podzielić na kawałki. Każdy kawałek rozpłaszczyć, nakładać po czubatej łyżce wymieszanych jagód z cukrem i formować bułeczki (dla mnie obowiązkowo muszą mieć kształt podłużny inaczej jagodzianki mi nie smakują). Pozostawić je do ponownego wyrośnięcia. Piec je w 180 stopniach przez około 15 – 20 minut.
Po lekkim przestudzeniu można je posypać cukrem pudrem.

Smacznego!!!



Uwielbiam ten czas, kiedy jest ciepło, świeci słońce. Mam wtedy masę energii i chęci do gotowania i pieczenia. Tak mi z tym dobrze i nawet ruina dziejąca się w domu nie jest w stanie zmienić mojego nastawienia :)

poniedziałek, 7 lipca 2014

Zupa krem z cukinii – ZnP*


Nie sądziłam, że na blogu znajdzie się zupa z cukinii, którą określę mianem, że jest świetna. Nie jadłam jeszcze nigdy zupy z tego warzywa, które mogłabym tym mianem określić, ba, mało tego moi Panowie też uznali, że jest przepyszna. Maleństwo mimo dzikiego upału zjadło od razu dwa talerze.
Ale pora na konkrety. Oto mój pomysł na tę zupę J


Zupa krem z cukinii


2 marchewki
1 pietruszka
kawałek selera
ew. kilka skrzydełek kurczaka
4 średnie cukinie
2 ząbki czosnku
1 łyżeczka suchego tymianku/ kilka gałązek świeżego
oliwa z oliwek
sól, pieprz

ziołowe grzanki

Marchew, seler i pietruszkę obrać i pokroić w niezbyt małą kostkę. Zalać 2 l wody, dodać skrzydełka kurczaka (jeśli z nich korzystamy), sól, zagotować i na małym ogniu gotować aż warzywa zrobią się miękkie. W tym czasie cukinie umyć i bez obierania pokroić w kostkę. Na dużej patelni rozgrzać trochę oliwy, wrzucić cukinię i tymianek, smażyć mieszając tak długo aż cukinia zmięknie. Miękką cukinię wrzucić do gotującej się zupy. Gotować jeszcze przez ok. 10 minut, po 5 minutach dodać przeciśnięty przez praskę czosnek i gotować kolejne 5 minut. Z ugotowanej zupy wyłowić skrzydełka kurczaka (jeśli ich używaliśmy) a zupę po lekkim przestudzeniu zmiksować na gładką masę. Ostatecznie doprawić solą i sporą ilością pieprzu – zupa ma być lekko pikantna.
Podawać z ziołowymi grzankami zrobionymi z chleba, oliwy z oliwek i tymianku.

Smacznego!!!




Przepis dodaję do akcji "Cukinia 2014"


Cukinia 2014

sobota, 5 lipca 2014

Sałatka Pasterza – Coban Salata, klasyka turecka

Miałam zacząć od acili ezme, ale zmieniłam zdanie, wszak la donna e mobile ;)
Na dworze nastało lato i turecka sałatka doskonale się sprawdzi na każdym stole. 
Grecy mają swoją sałatkę grecką, Bułgarzy szopską a Turcy mają coban salata czyli sałatkę pasterza. Wszystkie one są bardzo mocno do siebie zbliżone, jednak każdy kraj zachował indywidualność w przepisie.
Sałatka banalnie prosta i jak prosta tak smaczna i tyle J


Coban Salata – Sałatka Pasterza


2 –3 pomidory
3 – 4 niewielkie ogórki gruntowe lub 1 szklarniowy
1 cebula
1 papryka (najlepiej spiczasta)
garść posiekanej natki pietruszki
sól, pieprz
sok z cytryny
oliwa z oliwek

Pomidory pokroić w kosteczkę. Ogórki obrać i pokroić w taką samą kosteczkę jak pomidory. Cebulę drobniutko posiekać. Paprykę pozbawić gniazd nasiennych, pokroić w kosteczkę. Wszystkie składniki wymieszać. Dodać sok z cytryny, doprawić solą i pieprzem. Na koniec skropić oliwą z oliwek i ostatecznie wymieszać.
Smacznego!!!




Sałatka może być serwowana jako samodzielne danie albo dodatek do mięs. Dodatek soku z cytryny i natki powodują, że smakuje ona zupełnie inaczej niż np. sałatka grecka. Niektóre przepisy mówią o dodatku świeżej mięty. Myślę, że to też może być fajne połączenie, jednak sałatka, którą jedliśmy w Stambule miała natkę a nie miętę dlatego właśnie taką wersję Wam proponuję.

Kilka dni deszczu spowodowało, że trawa wreszcie zaczęła wschodzić jak należy (choć nie wszędzie) a inne rośliny poczuły się doskonale. Pokochałam już miłością wielką posadzone odmiany hortensji, zwłaszcza te różowe - Megi, jaka to odmiana bo znów zabyłam ;)


Fantastycznie komponują się z niebieskimi ostróżkami, które kochałam już dawno



Te inne hortensje rozszalały się z kwitnieniem i też bardzo mnie cieszą


I większy ogląd całości, a raczej większej części całości


I moja ulubiona perspektywa


Z każdym dniem robi się coraz bardziej zielono i kolorowo.

środa, 2 lipca 2014

Stambuł cz. 3 – Adalar, czyli Wyspy Książęce


Woda, woda i jeszcze raz woda – to coś co cieszy mnie zawsze i nie potrafię sobie odmówić wycieczek statkiem, kajakiem, łodzią czy wpław J
Stambuł jest idealnym miejscem na realizowanie takich zachcianek. Poprzednio płynęliśmy na koniec Bosforu, nad Morze Czarne, tym razem za namową Ani wybraliśmy się na Wyspy Książęce – Adalar, a właściwie na jedną z Wysp. Adalar to 10 wysp i 2 skalne rafy. Ze Stambułu można się tam dostać promem, koszt takiej wycieczki nie jest wiele wyższy niż przejechanie się tramwajem po mieście.


Dotarliśmy do największej wyspy Büyükada. Po wyspie można się poruszać rowerami – na każdym kroku są wypożyczalnie, na piechotę, lub dorożkami.
O tym ostatnim środku lokomocji już wspominałam. Niby konie wyglądały na zadbane, na bieżąco podkuwane za pomocą gumowych podków, karmione ale gonione okrutnie, czułam okropnie patrząc na nie. Jeśli kiedyś odwiedzicie Wyspy Książęce, a macie sprawne nogi to korzystajcie z nóg, nie tylko więcej zobaczycie, ale być może pomożecie tym zagonionym przez człowieka zwierzakom. Ale o tym już koniec.








Wyspy to głównie miejsce wypoczynku Stambulczyków. Mają tu często letnie rezydencje, przypływają aby odpocząć na łonie natury, czy skorzystać z plaży i morza. Niestety trzeba się liczyć z tłokiem na promie i z bardzo dużym tłumem w centrum miasteczka w pobliżu przystani promowej. Na szczęście odejście od serca turystycznego centrum wyraźnie poprawia sytuację.







Araukaria, piękny okaz, tak wielkiego jeszcze nigdy nie widziałam


Dzikie oregano pachniało tak mocno, że człowiek od razu robił się głodny.

Turcy uwielbiają pufy czy poduchy do siedzenia.








I tym sposobem późnym popołudniem wróciliśmy do Stambułu, powoli się z nim żegnając. 

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Co jedliśmy w Stambule?

Głodnych ostrzegam - wchodzicie na własną odpowiedzialność :)

Wyjazd do Stambułu, to nie tylko wrażenia związane z klimatem miasta, ale i doznania smakowe. Na te ostatnie cieszyliśmy się w równym stopniu jak na samo zwiedzanie.
Gdybym miała podsumować jednym zdaniem kuchnię turecką to powiedziałabym, że kuchnia turecka jest niezwykle różnorodna, aromatyczna i po prostu pyszna.
Idąc do restauracji zawsze zamawiamy z W. różne dania ustalone wspólnie, które potem zjadamy do spółki. Dzięki temu mamy szansę na spróbowanie większej liczby potraw.



Jadaliśmy w bardzo różnych miejscach. Restauracjach, małych restauracyjkach a także na ulicy. Pierwszy raz dałam się namówić na zjedzenie ulicznego kebabu i o dziwo był naprawdę smaczny. Tylko raz w życiu wcześniej jadłam kebab z ulicznej budki, a było to w Niemczech, ale to co nam podano wtedy zupełnie mi nie smakowało i zniechęciło do kuchni tureckiej na całe lata. 



Do wyboru były różne rodzaje pieczywa, ja wzięłam kebab w lawaszu, W. w bułce. Do picia lemoniada lub ajran - pyszny napój jogurtowy.
Obowiązkowo musieliśmy zjeść gözleme, które robiłam już kiedyś w domu  ale nigdzie tak dobrze nie smakuje jak w Turcji





Ja musiałam koniecznie zjeść porcję manti, za które dałabym się pokroić



Tu już gotowe gözleme



i sałatka pasterska


Skoro o sałatce mowa to warto wspomnieć o niezwykle ważnym elemencie posiłku - meze, licznych przekąskach. Na tym talerzu jest sałatka rosyjska ;) (czyli nasza jarzynowa), acili ezme, cacik, hummus, sałatka z grillowanego bakłażana, liście winogron faszerowane mięsem


I nasze odkrycie kulinarne, czyli acili ezme - przepyszny rodzaj dipu z pomidorów i papryki w ostrym wydaniu. Przepis lada dzień podam, bo udało mi się odtworzyć smak tego specjału


Położenie Stambułu powoduje, że niezwykle popularne są ryby i owoce morza

Dla mnie nie ma życia bez zupy z soczewicy 

Ciasto filo smażone z nadzieniem z sera

Pide , jedliśmy też lahmacun i wiem już czym różni się od pide - jest okrągła i bardzo cieniutka (tak jak pide)

To coś kupiliśmy całkowicie w ciemno, wybraliśmy wersję na ostro, smakowało świetnie podobnie do kwasu buraczanego, polecam spróbować tym co dotrą do Turcji

Desery to niezwykle ważny element kuchni tureckiej. Musi być baaardzo słodko, ulepkowato ale warto czasem zasłodzić się na maksa. Kocham lokum, zwłaszcza różane 




Tę porcję baklavy jedliśmy we dwoje przez dwa dni ;)

Można zjeść lizaka robionego przy nas na ulicy

I koniecznie trzeba spróbować "gumowych" lodów, nie tylko dla ich smaku i konsystencji ale i całego przedstawienia związanego z ich kupowaniem




Jeśli chcemy jakieś przyprawy czy słodycze zabrać ze sobą do kraju warto zajrzeć na Bazar Egipski

wszechobecna herbata

przyprawy

suszone owoce

akcesoria do parzenia herbaty

i jeszcze słodkości

Jak już nas zemdli ;) warto wypić herbatę lub kawę po turecku


A na koniec zostawiłam coś co wiązało się nie tylko z pysznym jedzeniem, ale i z całym przedstawieniem serwowania tego dania. Nazywało się to danie "osmańskie". Do wybory jest rodzaj mięsa: jagnięcina, kurczak lub wołowina. Danie robione jest w glinianym garnuszku, który jest jednorazowy, bo kelner rozbija go przy kliencie aby nałożyć danie. Spektakl jest wspaniały, a danie wyborne.




Ja co prawda samego mięsa nie miałam okazji spróbować (jak może pamiętacie, moje mięso zjadła mała śliczna stambulska kicia) ale sos i warzywa były warte grzechu. 
Generalnie kuchnia turecka jest niezwykle aromatyczna i smakowita. Uwielbiam ją!!!