czwartek, 25 sierpnia 2016

Mini bułeczki z wiśniami


Jagodzianki to moje ulubione drożdżówki, ale te z wiśniami wcale im nie ustępują a nawet są równie dobre.
Na straganach wiśnie jeszcze są dostępne, więc polecam upieczenie bułeczek z tymi wspaniałymi owocami.



Mini bułeczki z wiśniami

½ kg mąki
15 dag cukru
10 dag masła
1 jajko
¼ l letniego mleka
2 dag świeżych drożdży
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
wydrylowane wiśnie
cukier puder do posypania bułeczek

Z podanych składników zagnieść ciasto drożdżowe tak jak tutaj czy tutaj. Pozostawić aż podwoi objętość.
Wyrośnięte ciasto wyłożyć na stolnicę. Rozwałkować na około 1 cm grubości. Szklanką wycinać krążki. Na każdym krążku ułożyć kilka sztuk wiśni i zakleić bułeczkę bardzo dokładnie. Bułeczki układać do ponownego wyrośnięcia sklejeniem do dołu.
Wyrośnięte bułeczki wstawić do pieca nagrzanego do 180 stopni, piec przez około 15 minut (czas pieczenia zależy od wielkości bułeczek).
Jeszcze ciepłe posypać cukrem pudrem.

Smacznego!!!



Z tej porcji wyszło mi ponad 20 malutkich bułeczek, które znikały w zawrotnym tempie. 

wtorek, 23 sierpnia 2016

Nadrabianie zaległości i nowości


Tak wielkie mam zaległości blogowe, że sama nie wiem od czego zacząć. Może od tego co z przepisów powinno się pojawić a się nie pojawiło. Powinny były się pojawić bułeczki drożdżowe z wiśniami, o zniewalającym smaku, uzależniające nie mniej od jagodzianek, a może nawet bardziej. Do oczekujących przepisów należą też pierogi tatarskie o nazwie kartoflaniki. Bardzo fajna odmiana, a że moi Panowie się w nich zakochali, to pewnie i powtórki będą. Z nowości pojawi się wpis na czenaki, może nie będzie to wersja ortodoksyjnie litewska, ale moja wariacja na temat, niezwykle udana.
Ale poza przepisami przede wszystkim winna jestem Wam i sobie również relacje z moich wakacji. Najpierw spędziłam kilka dni w Kołobrzegu a stamtąd wyruszyłam na jednodniową wycieczkę na Bornholm, który jak i cała Dania podobał mi się baaardzo, a potem już z W. aktywnie odpoczywaliśmy na Suwalszczyźnie. I o niej będzie więcej, bo region to magiczny i idylliczny, ale W. nie pozwala mi za bardzo go chwalić, bo przestanie być tak dziewiczy i stanie się tanią komercją jak większość atrakcyjnych turystycznie miejsc w Polsce.

Obiecuję, że wreszcie się ogarnę i wejdę na właściwe tory i podzielę się swoimi wrażeniami i przepisami.

Na razie jednak, gwoli wprawki (jak wrócić do blogowania), trochę spamu kociego :)
W mojej piwnicy zatymczasowały się cztery słodkie jak miód letnie owoce: Jagódka, Borówka, Malinka i Agreścik J Jak na bezdomniaczki trafiły do mnie w dobrej formie. Jedynie pchły jak ruskie czołgi po nich latały, ale poza tym dumnie z ogonkami jak antenki maszerują po klatce i nie tylko. Za jakiś tydzień je zaszczepię po raz pierwszy i po tygodniu będą mogły zacząć szukać domów.









W domu lista strat za sprawką Geigusia rośnie z dnia na dzień. Ostatnio stwierdziliśmy, że może to nie niszczyciel, a kreator mody wystroju wnętrz nam się trafił i wprowadza najnowsze, jeszcze nie odkryte trendy w tej kwestii :)
A jakie zmiany w wystroju zaszły?
Ano półka, która wisiała zamocowana do ściany przestała być wisząca, stała się leżącą poniżej. Przy okazji pozbyłam się jednego wazonika, jednej miseczki i jednego kota. Na szczęście za niczym nie płaczę, a mam alibi dla kupowania kolejnych durnostojek.
W łazience miałam na parapecie pięknie kwitnącego fiołka afrykańskiego, ale designer uznał, że to passe i pozbył się kompromitującego elementu. Teraz sam stanowi największą ozdobę łazienki. Woda to Jego żywioł, więc pomieszczenie jak najbardziej idealne dla Niego.




A już My sami zaszaleliśmy i sprowadziliśmy z USA drapak dla naszego towarzystwa. Wyszło taniej niż w Polsce, a jakość podobno doskonała (w wielu krajach te drapaki cieszą niezmiennie doskonałą opinią). Trochę paczka do nas płynęła, równo miesiąc drapak bujał się na morzach i oceanach, ale w końcu dotarł do nas i koty mają swój koci „małpi gaj” :)
Trochę się bałam jak Filonusia ogarnie nowość, bo Ona jednak ma rozumek inny niż inne koty, ale wspierana przeze mnie emocjonalnie stanęła na wysokości zadania i to Ona jako pierwsza nowy drapak testowała. Ba, nawet ustawiała gówniarzerię i pokazała kto tu rządzi :) 








I to tyle po długiej przerwie, ale obiecuję się poprawić :) 

poniedziałek, 18 lipca 2016

Krem z botwinki, Lwóweckie Agatowe Lato i kocie sprawy


Mam sąsiadkę, która zawsze sieje sporo buraczków a potem w ramach przerywania raczy mnie botwinką. Cieszy mnie to bardzo, bo lubię i chętnie zjadam kolejny raz talerz tej leniej zupy. Jednak tym razem postanowiłam wypróbować przepis jaki podała rzeczona sąsiadka. Wyszła smaczna odmiana botwinki w wersji idealnej dla tych co nie lubią "farfocli” w zupie.



Krem z botwinki

2 pęczki botwinki
2 – 3 ziemniaki
2 marchewki
1 pietruszka
pęczek dymki
2 – 3 ząbki czosnku
1 łyżka masła
pęczek koperku
sól, pieprz, odrobina cukru
sok z cytryny
jogurt grecki do podania

Botwinkę dokładnie myć, pokroić na kawałeczki i w rondelki zalać wodą aby przykryć warzywa. Dodać trochę soli, sok z cytryny (aby płyn zrobił się lekko kwaśny) i ze 2 łyżeczki cukru. Całość zagotować i gotować na małym ogniu aż buraczki całkiem zmiękną. W tym czasie ugotować pokrojone w kostkę pozostałe warzywa w bulionie. Dymkę umyć, pokroić, czosnek drobno posiekać. Masło rozgrzać na patelni i przesmażyć na nim dymkę z czosnkiem. W dużym garnku, w którym gotowały się warzywa w bulionie połączyć pozostałe składniki, chwilę pogotować. Całość doprawić do smaku solą i pieprzem. Pozostawić do przestygnięcia. Następnie zmiksować, a gdy lubimy bardzo gładkie kremy, przetrzeć przez sito. Serwować na gorąco z łyżką jogurtu greckiego i koperkiem.
Smacznego!!!          



Niby wakacje, ale sporo się dzieje. Ciągle mam za mało czasu na wszystko, ale ciągle obiecuję sobie zwolnić i odreagować. Nie jest to łatwe, tym bardziej, że ciągle pojawiają się nieprzewidziane okoliczności.
Bunia niestety ma wznowę L Ponieważ niemal obsesyjnie obmacuję Ją od poprzedniej operacji bardzo szybko wyłapałam rosnącego guza. Dokładnie w tym samym miejscu. W pierwszej chwili pomyślałam, że to zrosty ale Weterynarz nie pozostawił złudzeń. W ostatni czwartek Bunia przeszła kolejną operację (decyzja o niej łatwa nie była, bo wiek 14 lat i przewlekła niewydolność nerek nie są czynnikami sprzyjającymi) ale Doktor przekonał mnie, że to mimo wszystko najlepsza opcja w Jej przypadku. Od razu wykastrowałam też Geigera. Tym sposobem Bunia i Geiger razem przechodzili czas rekonwalescencji. Na szczęście proces przebiegł szybko (tym razem dużo lepiej niż w styczniu) i teraz oba koty już są w formie. Mam nadzieję, że kolejna operacja wystarczy na dłużej od tej pierwszej (wyniki histopatologiczne nie pozostawiają złudzeń) a nerki nadal będą jakoś dawały radę. Nie potrafię sobie wyobrazić dnia kiedy Buni zabraknie L





Jedno jest pewne, w kocim „nabiale” nie ma słodziakowatości i miłości do Człowieków ;) Geiger kocha nas nadal i nadal jest cudownym słodziakiem.







W ramach odreagowania w niedzielę ruszyliśmy w plener. Pogoda co prawda słaba, ale nie lało (do czasu) więc warto było wyrwać się z domu. Przez zupełny przypadek trafiliśmy do Lwówka Śląskiego a tam na Agatowe Lato. To olbrzymia impreza, na której nie tylko miłośnicy minerałów coś znajdą ciekawego, ale przede wszystkim kobiety kochające piękne rzeczy. 










Za rok postaram się znów odwiedzić to święto pięknych kamieni. 

poniedziałek, 11 lipca 2016

Zupa pomidorowa z zieloną soczewicą - ZnP*


Lato w tym roku zapowiada się na typowe dla naszego klimatu. Słoneczne i upalne dni poprzeplatane są tymi z niebem pełnym chmur i temperaturą zachęcającą do zjedzenia czegoś rozgrzewającego. Lubię upały i gorąc, ale mój ogród zdecydowanie woli obecny stan rzeczy. No i rachunki za wodę w tym roku będą niższe – nie muszę całymi dniami podlewać ogrodu aby utrzymać go przy życiu.
Zupa z przepisu Annie Bell (pominęłam z Jej przepisu szafran, ale myślę, że i bez niego zupa jest pyszna) doskonale wpisuje się w tegoroczne lato.



Zupa pomidorowa z zieloną soczewicą

2 cebule
2 marchewki
2 łodygi selera naciowego (u mnie łodygi młodego selera)
1 czubata łyżeczka średnio ostrej posiekanej papryczki chili
4 ząbki posiekanego czosnku
1 ½ kg dojrzałych pomidorów
100 g zielonej soczewicy
1 łyżeczka cukru
sól
pęczek natki pietruszki
olej do smażenia
W dużym rondlu rozgrzać kilka łyżek oleju, wrzucić pokrojone w kostkę cebulę, marchewki, chili i seler naciowy. Smażyć przez około 10 – 15 minut od czasu do czasu mieszając. Warzywa powinny zmięknąć i lekko się zrumienić. W połowie smażenia dodać czosnek. Do warzyw w rondlu dodać pomidory (pozbawione skórek i gniazd nasiennych) pokrojone w kostkę, soczewicę, cukier i około ½ l wody. Doprowadzić do wrzenia. Przykryć i całość gotować na małym ogniu przez około 35 minut aż soczewica będzie miękka. Posolić do smaku, dodać połowę posiekanej natki pietruszki. Zupę serwować w ogrzanych miseczkach skropioną oliwą i posypaną natką pietruszki.
Smacznego!!!




W kuchni ostatnio niewiele ciekawego się działo, a to za sprawą pracy, Maleństwa i masy obowiązków fundacyjnych. Teraz mam nadzieję to nadrobić. Tym bardziej, że skrzydła mi urosły z dumy, gdyż moje Dziecię zakończyło pewien etap swojego życia z sukcesem i podobnie jak Jego rodzice może przed nazwiskiem wpisywać dodatkowe 6 literek i kropeczki J

czwartek, 16 czerwca 2016

Smażony makaron sobą z kurczakiem, papryką i zielonym groszkiem


Słomianą wdową zostałam na kilka dni, nawet Maleństwo na urlop wybyło (żeby było śmieszniej obaj wybyli w to samo miejsce, niezależnie od siebie) więc nie było dla kogo gotować. Raz czy dwa zjadłam na mieście, ale szybko zatęskniłam za domowym jedzeniem, ale lenistwo swoje zrobiło również. Stanie przy garach dla siebie nie kusi, ale kwadrans wystarczył, aby na talerzu zagościł pyszny obiad.



Smażony makaron sobą z kurczakiem, papryką i zielonym groszkiem

1 pęczek makaronu sobą
1 nieduża pojedyncza pierś z kurczaka
1 łyżka utartego świeżego imbiru
1 papryczka chili
2 ząbki czosnku
1 cebula
½ szklanki wyłuskanego świeżego młodego zielonego groszku
kawałek czerwonej papryki
2 łyżki sosu sojowego i tyle samo sosu rybnego
1 łyżeczka brązowego cukru
olej do smażenia

Kurczaka pokroić w niewielką kostkę. Cebulę obrać i pokroić w piórka, czosnek zmiażdżyć a chili posiekać. Paprykę pokroić w paseczki. Makaron sobą ugotować zgodnie z instrukcją na opakowaniu. W woku rozgrzać kilka łyżek oleju, wrzucić imbir i chili, następnie dodać kurczaka i go obsmażyć. Kiedy kurczak się zrumieni dodać warzywa. Smażyć kilka minut aż zmiękną. Na koniec dodać sos sojowy, rybny i cukier. Chwilę smażyć a na końcu dodać makaron. Całość wymieszać, chwilę smażyć a następnie podawać gorące.
Smacznego!!!


Niezwykle trudne jest życie blogera kulinarnego posiadającego koty ;) 



Na szczęście udało mi się obiad uratować i sama go zjadłam a Geiger zjadł swoją puszeczkę.

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Wiosenna zupa jarzynowa z nowalijek


Nowalijki pojawiają się z każdym rokiem coraz wcześniej, czasem skuszę się na jakieś choć nie mam złudzeń co do tego, że są intensywnie pędzone, albo pokonały tysiące kilometrów aby znaleźć się na naszych straganach. Jednak wiosna taka w pełni zaczyna się dla mnie wtedy, kiedy zgodnie z zegarem natury pojawiają się warzywa i owoce naturalnie rosnące w naszym klimacie. Zawsze staram się sobie przypomnieć jak to było w dzieciństwie, co i kiedy się pojawiało. Czerwiec był zawsze tym najwspanialszym miesiącem. Były już młode ziemniaki, kalafiory, szpinak a sałata na stół trafiała z ogródka. Młoda marchewka z zielonym groszkiem łuskanym z pękatych strączków to kwintesencja wiosennego dania. I koperek, który wreszcie pachnie i smakuje jak koperek. Jak można żyć bez tego zapachu??? Do dziś czerwiec jest dla mnie najwspanialszym miesiącem w roku. Radość gotowania rośnie kiedy ze straganu przynosimy pęczki młodych warzyw.



Wiosenna zupa jarzynowa z nowalijek

3 - 4 młode marchewki
1 kalarepka
kawałek młodego kalafiora
1 szklanka łuskanego zielonego groszku
garść strączków fasolki szparagowej
1 szklanka śmietany
pęczek koperku
2 l bulionu (warzywnego albo drobiowego)

Marchewkę umyć oskrobać, pokroić w kostkę, kalafiora podzielić na różyczki, fasolkę pokroić na kawałki a kalarepkę po obraniu pokroić w kostkę. Koperek umyć i posiekać. Wszystkie stałe składniki wrzucić do garnka, dodać bulion i całość gotować do miękkości warzyw (nie trwa to długo). Kiedy warzywa są miękkie do zupy dodać zahartowaną śmietanę, połowę pęczka koperku. Całość zagotować. Garnek zdjąć z ognia. Na koniec dorzucić pozostałą cześć koperku. Zupę doprawić solą i pieprzem i podawać.
Smacznego!!!



Geigusiowy Dom Tymczasowy upomniał się o zdjęcia swojego podopiecznego a i karmicielka podobno domagała się wieści co u rudaska słychać.

No to spełniamy oczekiwania tak ważnych osób - bez karmicieli koty szans na przeżycie by nie miały a łapacze i DT dają im start w lepsze życie - chwała im za to!
Geiger rośnie jak na drożdżach, to już niemal dorosły koci facet. powoli zaczynamy myśleć o kastracji, ale damy Mu jeszcze troszkę czasu. Ma chwile totalnej głupawki, szaleństwa, kiedy żyć nie daje nam ale przede wszystkim Filonce. Na szczęście po okresie totalnego ADHD potem idzie spać i mamy słodziaka jakich mało ;) Skutki ADHD są zauważalne, stłuczone: jedna lampa, jeden talerz od serwisu, jeden wazon (mój najukochańszy, ale kotecek przeżył), zrzucona jedna kolumna od wieży, zrzucony starociowy dzbanek i obłamane wieczko - na szczęście W. dzbanek zreanimował, bo żal mi było. 


mam orzechowe oczka, jestem śliczny i kochany




pomagam W. rozpakować walizkę po podróży do Gruzji, może i mnie coś przywiózł



Ale te nieowłosione facety słabo sobie radzą z wieszaniem firanek, trzeba ich na każdym kroku pilnować, mówić jak mają to robić, a jak nie to ugryźć je w kolano.