sobota, 11 stycznia 2014

Żytni chleb żołnierza radzieckiego


Żołnierz radziecki nie jest dla mnie pojęciem abstrakcyjnym.



Jako mieszkanka Wrocławia, mało tego mieszkanka dzielnicy, w której stacjonowały wojska radzieckie doskonale pamiętam zarówno szeregowych żołnierzy jak i oficerów i ich rodziny. Kilkanaście domów ode mnie stoi budynek, w którym stacjonowali oficerowie wraz z rodzinami. Na sąsiedniej ulicy był żłobek, przedszkole i szkoła dla ich dzieci. A jeszcze paręset metrów dalej całe duże koszary i poligony. Z wczesnego dzieciństwa pamiętam jeżdżące pod moim domem wozy opancerzone a raz nawet przejechało kilka czołgów. Potem ciężki sprzęt nie jeździł już ulicami miasta, za to często mijały mój dom karetki czy ciężarówki radzieckie. Nie mówiąc o tym, że na stanie wojska była spora ilość czarnych wołg co wywoływało w nas sporo strachu, bo krążyły legendy, że czarne wołgi porywają dzieci.
Wracając do samych żołnierzy to można by epopeję napisać. Jedno jest pewne, za mundurem naszych polskich żołnierzy to panny sznurem się ustawiały (obok radzieckich koszar były też i polskie) a za radzieckim mundurem to raczej nie, takie to było towarzystwo „flejowate”. Co innego oficerowie, Ci prezentowali się okazale i elegancko. Nie wspominając o ich Żonach, oblepionych złotem, z ostrym makijażem poubieranych w futra i kożuchy o jakich Polki tylko śniły i marzyły. Ale nigdy nie mogłam zrozumieć jednego. Dlaczego Ci ludzie mieszkając w normalnych mieszkaniach, czasem po kilka lat nic nie robią aby ogarnąć ten swój choćby tymczasowy dom. Okna mieszkań oficerów nigdy nie miały firanek, a te zastąpione były gazetami poprzyklejanymi do dolnych połówek szyb. Żyrandole to coś czego nigdzie nie było widać. Z sufitu zwisały smętne gołe żarówki a słabiutkie żółte światło odbijało się od zawsze brudnych szyb.
Na szczęście rok 1993 przyniósł ostateczne pożegnanie Wrocławia z żołnierzami radzieckimi.

Te wszystkie bardzo jednak żywe wspomnienia w specjalny sposób nastroiły podczas styczniowego wspólnego pieczenia chleba do którego zaprosiła Amber. Nie oczekiwałam fajerwerków smakowych, a raczej solidnego i długo świeżego chleba. 
I taki też był. Nie wyrósł mi za bardzo ale i tak został zjedzony do ostatniego okruszka bez przykrości przez wszystkich domowników, ze słowami na ustach "nawet dobry ten chleb choć nie wygląda na to". Powracać do tego przepisu pewnie nie będę, ale doświadczenie piekarnicze było interesujące a obudzone wspomnienia nastroiły mnie nostalgicznie za uciekającym czasem.



Chleb żołnierza radzieckiego


Zaczyn
375 g ciasta zakwaszonego po 3 fazie z mąki żytniej razowej,
450 g mąki żytniej razowej
15 g soli
330 ml bardzo ciepłej wody (ok. 40*C)
W wodzie, dokładnie, rozpuścić sól. Dodać zakwas i bardzo dobrze wymieszać – ja ubijałem w robocie jak białka – aby powstał jednorodny płyn bez grudek z widoczną pianką- ok 5 min.
Przygotowanie ciasta
Do zaczynu dodać mąkę, szybko i krótko wyrobić – do uzyskania jednorodnej konsystencji.
Konsystencja bardzo gęsta ale nie za bardzo 
Zostawić do fermentacji na ok. 2 godziny w temp. 30*C . Ciasto nieznacznie (a może i więcej) urośnie i pojawią się pęcherzyki powietrza. Przełożyć do keksówek wysmarowanych olejem (można wysypać mąką razową lub płatkami itp). Ciasto posmarować olejem (ręką) i przykryć szczelnie folią i pozostawić do wyrośnięcia w temp. 30*C na 35-50 min.
Piekarnik nagrzać do 260*C .
Pieczemy 10-15 min w 260*C a następnie dopiekamy 40 – 45 min. W 200*C.
Natychmiast po wyjęciu z pieca posmarować/spryskać wodą. Jak każdy chleb żytni wymaga cierpliwości – można próbować następnego dnia (najlepiej piec ok. północy bo wtedy bardziej chce się spać niż jeść).




Chleb wygląda dość gniotowato ale był smaczny i nie można go było nazwać gniotem. 


Mój domowy rusofil wspomógł mnie w zilustrowaniu tego wypieku ;)

Z lekkim a może sporym opóźnieniem podaję listę piekących ten chleb i proszę o wybaczenie za nieterminowe działanie :)

65 komentarzy:

  1. Miło mi było wspólnie z Tobą piec, chlebek jest pyszny i tylko smalczyku mi brakuje:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smalcem mogę się podzielić :)
      Do następnego!!!

      Usuń
  2. Chleb wygląda pysznie ,a te wspomnienia fajne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację wspomnienia fajne, jakoś nie odczuwałam źle sąsiedztwa wojsk radzieckich, może dlatego, że od urodzenia miałam ich "pod nosem" i stanowili normalne sąsiedztwo.

      Usuń
  3. Basiu, cudna opowieść :) Chlebek baaardzo razowy ! Do następnego !

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniale, że podzieliłaś się z nami swoimi wspomnieniami. :)
    Chleb tylko z pozoru jest... niepozorny. ;))
    Zdjęcia i te gadżety mnie urzekły. :)
    Dziękuję za wspólne pieczenie, Basiu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gadżety miały być jeszcze bardziej realne i adekwatne, ale stchórzyłam ;) cieszę się, że nawet te przypadły do gustu :)
      Do następnego pieczenia!!!!

      Usuń
  5. Aż się zadziwiłam jak ten czas szybko leci, a tak całkiem niedawno byli przecież i stacjonowali...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Oczywiście w czerwcu minie 21 lat, wierzyć się nie chce, szok!!!

      Usuń
  6. I ja pamiętam radzieckich żołnierzy stacjonujących w Polsce, u mojej babci obok w lesie były koszary, a i przecież nasz Festiwal Piosenki Radzieckiej;-))
    Chlebek dla mnie najlepszy jaki jadłam:-) Świetne zdjęcia:-)) Dziękuję za ten kolejny wspólny czas:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuchało się i oglądało Zieloną Górę :)
      Do następnego!!!!

      Usuń
  7. dobrze, że to już wspomnienia! a zdjęcia świetne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację i oby nigdy nie stały się ponownie rzeczywistością.

      Usuń
  8. Basiu, ja dzieciństwo spędzilam 7 km od radzieckiej granicy i nigdy żołnierza radzieckiego nie widziałam. Raz tylko, w 1968 roku radzieckie wojsko jechało na południe, przez moja miejscowośc. Ojciec wtedy przyprowadził do domu takiego Rosjanina na obiad. Bałam się go. Mała byłam.
    Dobry chleb wyszedł. Z żytniej razowej to takie fajerwerki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popatrz jakie to wszystko pokręcone, ja tak daleko od ZSRR a żołnierzy tego kraju oglądałam każdego dnia i to w całkiem pokaźnych ilościach, byli po prostu normalnym elementem mojego małego świata. Wtedy mi się wydawało, że normalnym. Tak samo jak strzelanie na pobliskim poligonie zarówno polskim jak i radzieckim. Dziś strzelają już na szczęście tylko nasi żołnierze :)

      Usuń
  9. Ja zolnierzy radzieckich nie pamietam... Ale wszystko inne z ta epoka zwiazane jak najbardziej ;)
    Chleb faktycznie z tych ciezszych, ale smakiem nadrabia wszystko, prawda? Z checia porywam kromke Twojego, KONIECZNIE z tym smalcem! :))

    Pozdrawiam i milej niedzieli zycze Basiu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smalczyk z przepisu Aliczka z tych najlepszych na świecie!!!! Porywaj, mam jeszcze słoiczek tego rarytasu :)

      Usuń
  10. Basiu z ciekawością poczytałam Twoje wspomnienia. Chleb wyszedł nam podobnie :) Ze smalczykiem....mniam :) pozdrawiam M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, ten smalczyk do niego był idealny!!!! Jeszcze tuszonka z puszki by pasowała, ale nie mam :)

      Usuń
  11. piękny chlebek :) ja lubię takie razowce więc do chleba będę powracać :) ja aktualnie mieszkam w Wałbrzychu więc Ty niemal moją sąsiadka jesteś :) pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja dosyć często bywam w Wałbrzychu.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  12. Ja żadnego gniota w nim nie dostrzegam:)
    A skoro do tego nim nie był, to wypiek można uznać za udany, prawda?:)
    Żołnierza radzieckiego tylko w telewizji widziałam,
    ale specjalnie z tego powodu nie cierpię;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale się nie dziwię, ale ja na szczęście poza czarną wołgą to mnie nie przeszkadzali w dzieciństwie ;)

      Usuń
  13. Chleb jest taki jak radziecki żółnierz, siermiężny.
    I taki jego urok!
    Fantastycznie okrasiłaś wpis czapką i wspomnieniami poradzieckimi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czapka oryginalna noszona zimą nacodzień przez moje Maleństwo ;)

      Usuń
  14. Ciekawe informacje. Ja nie miałam takich doświadczeń, ale mój mąż tak. Mieszkał kiedyś nad granicą Polska - NRD. A tam stacjonowali w koszarach także radzieccy żołnierze oraz ich rodziny. Różne historie z tym związane mi opowiadał. Niekoniecznie miłe... Chlebek na pewno dobry a zdjęcia rewelacyjne. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zależało od tego gdzie kto mieszkał, wiadomo, że nie byli wszędzie. Ja na szczęście złych wspomnień nie mam.

      Usuń
  15. Rozbawiłaś mnie wspomnieniem o czarnej wołdze :) Też rosłam w czasach gdy ta miejska legenda krążyła i grozę wzbudzała wśród dzieci.
    Żona radzieckiego oficera miałaby okna myć ? - toż to się nie godzi ! :)
    Nam ten chleb bardzo smakuje. Jeszcze nie raz go upiekę.
    Z domowym smalcem musi smakować rewelacyjnie / nasze zapasy akurat się skończyły :( /
    Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję na kolejne spotkanie przy wspólnym chleba pieczeniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście to nie ostatnie moje wspólne pieczenie :) A z tym myciem okien to chyba bardziej chodziło o to, że generalnie tumiwisizm uprawiali i poza tym żeby złotem się obwiesić było im wszystko jedno. Wokół domu gdzie były te mieszkania też niezły bajzel był.

      Usuń
  16. Przypomniało mi się jak chodziłam do podstawówki to często widziałam konwoje wojskowe jezdzace z Legnicy do Bornego Sulinowa i odwrotnie. Kilka razy sie zdarzyło ze żołnierze rzucali nam dzieciakom suchary albo cukierki CZEKOLADOWE. Powiem cukierki były super ale suchary troche nas dziwiły, przecież nie bylismy wygłodzonymi dziećmi.
    Żelazne zapasy radzieckie na prawdę były smaczne ... wiec ten chleb musi być wspaniały :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Radzieckie cukierki były pyszne, powiem, że dzisiaj jako osoba nielubiąca czekolady robię jeden wyjątek dla czekolady rosyjskiej tą uwielbiam.
      Ja za to pamiętam jak do Bułgarii czy Rumunii jeździło się przez dzisiejszą Ukrainę i tam dzieciaki po wsiach stawały przy drodze prosząc o jakiegokolwiek cukierka, tak były ich spragnione. Moi rodzice na tę okoliczność zawsze mieli worek cukierków i dawaliśmy tym biednym dzieciakom, one tam tego nie miały.

      Usuń
  17. Szkoda że nie przypadł ci do gustu,Mi bardzo smakował
    Dziękuje za wspólne pieczenie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie napisałam, że nie przypadł do gustu, a że go raczej nie będę piekła bo jak dla nas jest trochę za ciężki.
      Do następnego pieczenia!

      Usuń
  18. Porywam odrobinę smalczyku!:) Dziękuję za wspólne pieczenie:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Basiu, opowiesc niesamowita, zdjecia tez, rosyjska capka wojskowa bezcenna! Chlebek wyszedl ci sliczny! Ja tez palaszowalam go ze smalcem wlasnej roboty. Rozumiem cie, tez nie jest do konca moim rodzajem chleba, zbyt ciezki na codzienne spozywanie. Dziekuje za wspolne pieczenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się spodobało. A o chlebie napisałaś tu dokładnie to co i ja myślę, ale jest smaczny i wart zapamiętania.

      Usuń
  20. Wspaniały chlebek i super czapka!
    Dziękuję za wspólnie spędzony czas w kuchni i super zabawę.
    Pozdrawiam chlebowo ; )

    OdpowiedzUsuń
  21. Wspaniale go pzredstawiłaś.
    dzieki za wspólne pieczenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również dziękuję i do następnego:)

      Usuń
  22. Piękne zdjęcia ...i pyszny chlebek..dzieki za wspólne pieczenie..

    OdpowiedzUsuń
  23. Podziękuj rusofilowii - dzięki niemu masz niebanalne zdjęcia ! A chlebek jak marzenie.
    Ze swojego jestem bardzo dumna - pierwszy żytni na zakwasie.
    Do następnego razu !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziękowania przekazane :)
      Możesz być dumna w takim razie podwójnie bo Twój chleb jest wzorcowy, mój taki nie jest. Do następnego!!!

      Usuń
  24. Zaczytałam się bez pamięci w tych Twoich jakże trafnych i barwnych wspomnieniach, dzięki którym ten rodzaj chleba nabiera szczególnego smaku. Chleb jest jak malowany, pięknie wyrośnięty, smalczyk pasuje do niego jak ulał, a ja tylko dodam ogórka kiszonego i nic tylko jeść,jeść.Pozdrawiam i dziękuję za wspólne pieczenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie faktycznie miał smak wspomnień dzieciństwa i czasów minionych. Ogórka mi też brakowało :)

      Usuń
  25. Do tego chlebka i smalczyku tylko ogórka kiszonego brakuje...;)! Dziękuję za wspólne pieczenie :)! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  26. Basiu, wspomnienia mam bardzo podobne - mieszkałem 50 m od radzieckich koszar :-)
    Chlebek wyszedł pierwsza klasa i myślę, że wiem co miałaś na myśli pisząc o gniocie-nie gniocie to często taki urok chlebów żytnich razowych. Bardzo dziękuję za wspólne pieczenie a Twojemu rusofilowi za nastrojowe zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W imieniu rusofila dziękuję za podziękowania ;) Domyślam się, że Twoje wspomnienia jeszcze bardziej dosadne, skoro jeszcze bliżej mieszkałeś koszar. A chleb taki prawdziwy co to ma smakować a nie uwodzić jedynie wyglądem.

      Usuń
  27. Idealny chlebek! I cudne zdjęcia. Wspaniały post!!! Pozdrawiam ciepło. Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tyle komplementów, aż się zarumieniłam :)

      Usuń
  28. Wstęp с верхней полки. Bardzo mi się podoba, szczególnie ta czarna wołga. My dzięki Rosjanom w tamtych czasach mieliśmy olej, rajstopy i wszelkie frukty. Chlebka takiego pięknego jak upiekłaś nie mieliśmy. Bardzo dziękuję za wspólne pieczenie-oj jak bardzo.
    Pozdrawiam serdecznie!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;)
      Ja również dziękuję za wspólne pieczenie.

      Usuń
  29. Idealnie upieczony i przedstawiony:)

    OdpowiedzUsuń
  30. w smaku może być ok, zwłaszcza z domowym smalcem:)
    straszne te wspomnienia o gazetach i żarówkach zwisających z sufitu, w sumie jednak gdzie ci ludzie mieli się uczyć estetyki...

    OdpowiedzUsuń
  31. Pięknie zilustrowałaś ten chlebek! Dziękuje za wspólny czas:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      Ja również dziękuję i do następnego!!!

      Usuń
  32. To już nawet chyaba wiem gdzie mniej więcej mieszkasz Basiu:) ..... śliczny chlebuś Ci się upiekł:). Dziękuję za wspólne chwile:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po sąsiedzku z Kass??? ;) Na FB mam wpisane gdzie mieszkam, ale faktycznie osoby jakoś związane z Wrocławiem szybko są w stanie mnie zlokalizować :)

      Usuń
  33. Fajny przepis, chlebek super. Gratulacje.

    OdpowiedzUsuń