poniedziałek, 3 marca 2014

Angkor cz.1



Bardzo proszę się nie przerażać, będą tylko dwie, najwyżej trzy J części poświęcone temu okresowi w historii Kambodży i świątyniom, które z tego okresu ocalały w dżungli. Zbyt wiele jest do pokazania aby wszystko zamieścić w jednym poście.

Po przylocie do Phnom Penh załatwiliśmy bilety na speed boat do Siem Reap na dzień następny, padliśmy na pysk po dobie w podróży i śniliśmy o tym co zobaczymy w Angkorze.
Wybór łodzi zamiast autobusu był dobrym wyborem. Świat od strony wody wygląda inaczej i można spojrzeć na inny rodzaj życia – wioski na wodzie (ich mieszkańcy czasem miesiącami lub latami nie schodzą na ląd, choć niekoniecznie w przypadku wiosek na rzece).






W Siem Reap zamieszkaliśmy w cudownym hotelu, gdzie każdy gość czuje się wyjątkowo dopieszczony. Mieliśmy dzięki temu dokąd z przyjemnością wracać po trudach wędrówek po kolejnych i kolejnych i jeszcze kolejnych świątyniach J
Zwiedzanie zajęło nam 3 dni i gdyby nie napięty plan to spokojnie moglibyśmy spędzić jeszcze kilka na szwendaniu się po pozostałościach Imperium Angkoru.
Ale zanim napiszę co podobało się bardzo, co mniej dosłownie kilka informacji o samym Angkorze .

Angkor czyli Imperium Angkoru to nazwa państwa Khmerów istniejącego od 802 do 1432 roku. Jak spróbujemy sobie przypomnieć co w tym czasie działo się u nas zrozumiemy bardzo szybko, że nasza państwowość i rozwój były w powijakach w porównaniu z ówczesną Kambodżą. Teren na którym rozsiane są pozostałości miast i świątyń ma powierzchnię ponad 400 km2.
Cytując Jacka Pałkiewicza „Pełny przepychu, tętniący życiem Angkor przewyższał rozmiarami ówczesny Rzym i liczył około miliona mieszkańców, podczas gdy w Paryżu mieszkało 250 tysięcy, w Krakowie zaś niespełna 20 tysięcy mieszkańców”
Początkowo świątynie i miasta budowane były z suszonej w słońcu cegły, niestety materiał ten nie jest zbyt trwały. Spowodowało to, że najstarsze ruiny są w najgorszym stanie, ale i tak wzbudzają podziw.
Późniejszym budulcem był kamień. Jednak czego nie zrobił wiatr i woda dokonał zielony żywioł – dżungla. na każdym kroku widać jej niszczycielką działalność.
Kiedy Imperium upadło pozostałości Angkoru popadły w zapomnienie. Dopiero druga połowa XIX wieku przyniosła odkrycie tych skarbów. Wielkim szczęściem było to, że mimo przeróżnej niszczycielskiej działalności Czerwonych Khmerów oszczędzili zagubione w dżungli świątynie i miasta.
To tyle zanudzania historią i szczątkami faktów, pora na moje wrażenia – uprzedzałam, że będzie subiektywnie do bólu.





Zwiedzanie rozpoczęliśmy sztampowo, nie zgodnie z chronologią a od Angkor Wat (z początku XII w.). Moje nastawienie było mocno sceptyczne. Bałam się, że akurat to miejsce jest mocno przereklamowane i zadeptane przez dzikie tłumy, a tłumy to coś czego absolutnie nie trawię.
Oczywiście z góry założyliśmy, że nie zamierzamy w tłumie czekać na wschód słońca i focić cudownych widoków. Moja zła natura działa w takich chwilach z siła buldożera.
Jakże miłe było zaskoczenie, kiedy dotarliśmy na miejsce. Potęga tego miejsca faktycznie robi ogromne wrażenie (ok. 203 ha powierzchni), ludzi dużo, ale zwiedzanie mimo wszystko komfortowe. Nikt nikomu po piętach nie depcze, a odrobina cierpliwości (ja jej nie mam) pozwalała na robienie zdjęć bez ludzi. Spędziliśmy tam kilka godzin włócząc się po terenie świątyni – mieście po swojemu. To coś wspaniałego, kiedy nie ma wytyczonych ścieżek wędrówki, nie ma określonego kierunku zwiedzania a odwiedzający mogą delektować się widokami w swoim tempie (no może poza schodami).









Z Angkor Wat ruszamy naszym tuk tukiem dalej, do Angkor Thom ze świątynią uchodzącą za najpiękniejszą czyli Bajon. 


Ale o tym czy dla nas była to najpiękniejsza świątynia napiszę następnym razem. 

15 komentarzy:

  1. Zupełnie inna kultura , inne budowle , inne widoki...
    Bardzo to wszystko ciekawe...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ta odmienność jest fascynująca.

      Usuń
  2. A jaka tam była pogoda podczas tego zwiedzania?
    Bardzo egzotyczna wycieczka, ciężko ci pewnie jest wrócić do rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, temperatura ponad 30 stopni, ale to pora sucha więc wcale nie była uciążliwa. Ani razu nie miałam problemów z uczuciem gorąca i upału.
      A co do powrotu do rzeczywistości??? Wiadomo, że lekko nie jest, ale wspomnienia są tak piękne, że warto się pomęczyć ;)

      Usuń
  3. Podziwiam, podziwiam, podziwiam i zachwycam się. Może też kiedyś tam dotrzemy z mężem. Świetna fotorelacja. Czekam na dalszą. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Dotrzyjcie, jest pięknie, smacznie i bardzo sympatycznie.

      Usuń
  4. Wiem, że raczej nigdy tam nie dotrę... Boję się takich odległych podróży. Natomiast dzięki Tobie zobaczę choć częśc tamtej kultury i świata, za co bardzo, bardzo dziękuję !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że dodałaś słowo "raczej" bo to jakby daje szansę, że może jednak kiedyś....
      Kiedyś też się bałam, teraz też zawsze odczuwam pewien niepokój, tak samo z resztą jak w podróżach dużo bliższych, ale to jak narkotyk wciąga bardzo :)

      Usuń
    2. Basiu, wiem ,że podróże dają powera i jeszcze uzależniają... Są miejsca w Polsce bez których nie mogę żyć, a trochę dalej / Bałkany / o których śnię i wiem, że do nich wrócę.
      Czekam na Twój kolejny wpis.

      Usuń
    3. Ja nie mogę żyć bez pewnych miejsc i nie mogę żyć bez szwendacza wewnętrznego ;) Mam to po Tacie, On do końca swoich dni podróżował mimo wielu zdrowotnych ograniczeń.

      Usuń
  5. Basiku- Angkor jest w naszych niesprecyzowanych planach. W zeszłym roku kiedy Piotr kupił tanie bilety do Singapuru ja miałam wybrać dalszy kierunek drogi- rozważałam Kambodże, wybór jednak padł na Filipiny. Wiem , że i tu warto dotrzeć i myślę , że Wasze przedeptane szlaki przydadzą się nam. I jak ? Podobała Wam się wolność podróżowania ? Chyba znam odpowiedź. Kibicowałam Wam bardzo w tym wyjeździe. Azja ma mnóstwo do zaoferowania i jest taka przyjazna ;) Z uwagą wszystko przeczytałam. podoba mi się bardzo podróż szlakiem wodnym. Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy. Pozdrawiam serdecznie z zapaleniem krtani ;D M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybierzcie się koniecznie i to dosyć szybko. Lawinowo rośnie liczba turystów i pewnie to tylko kwestia krótkiego czasu kiedy nie będzie już tak przyjemnie - nawet mimo, że już teraz turystów są ogromne ilości.
      A co do wolności podróżowania to jak wiesz znam ją od 4 roku życia, natomiast co do Azji potrzebowałam tego pierwszego razu aby się przekonać o tym że to bardzo przyjazny kontynent :)
      Zdrówka życzę!!!!!

      Usuń
    2. Co do wolności -tak Basiku-wiem, wiem. To ułomność pisania ...pozdrawiam

      Usuń
    3. Wiem, wiem, też tak mam, a wolność zawsze jest cudowna :)

      Usuń