środa, 12 marca 2014

Angkor cz.3


To już ostatnia część poświęcona świątyniom Imperium Angkoru. W sumie odwiedziliśmy ich blisko 20, ale te dwie, które pokażę dzisiaj spodobały nam się najbardziej.
Zwiedzanie Angkoru najlepiej zorganizować sobie tak jak My – wynajmując na całe dnie tuk tuka, oczywiście można też zwiedzać wypożyczając rower, ale nam szkoda było energii, której tak wiele potrzeba na samo zwiedzanie, no i czas nas gonił. Trzy dni to bardzo niewiele. Świątynie rozsiane są na sporej przestrzeni, wiele znajduje się w dużej odległości. Jednak większość można zwiedzić wędrując wytyczonymi dwoma szlakami. Najważniejsze świątynie znajdują się przy tzw. małej pętli, te co pokażę dzisiaj przy dużej pętli.

Pierwszą z tych chwytających za serce jest Preah Khan. Została wybudowana w XII wieku dla upamiętnienia rozgromienia Czamów. Świątynia zajmowała około 56 hektarów. Dziś niestety wyraźnie obserwujemy władanie dżungli.














Nie mogliśmy przestać włóczyć się po tych ruinach. Zaglądaliśmy w każdy zakamarek i z każdą chwilą nasze zauroczenie tym miejscem rosło. Myślę, że mimo mniejszych rozmiarów to właśnie tutaj a nie w Angkor Wat spędziliśmy najwięcej czasu. Było pięknie i magicznie.

Drugą wyjątkową świątynią jest Ta Som. To chyba jedna z najmniejszych odwiedzonych przez świątyń. Jednak jej kameralność i specyficzny klimat zachwyciły nas bardzo. Tym bardziej, że stosunkowo niewielu turystów ją odwiedza.










Nie chcę nikogo zanudzać i dlatego więcej zdjęć świątyń nie będzie, ale muszę pokazać coś co w każdej świątyni szczególnie nam się podobało. To apsary i devaty. Każda inna, każda piękna.







 Apsary tańczą, devaty stoją w dostojnych pozach.

Po trzech bardzo intensywnych dniach musieliśmy pożegnać się z Angkorem i Siem Reap. Samo miasto Siem Reap nie ma wiele do zaoferowania poza licznymi hotelami, restauracjami i targami. Dalsze nasze plany związane były z odpoczynkiem na plaży, ale aby nie tracić czasu na długie podróże (z Siem Reap nad morze jest ponad 500 kilometrów) postanowiliśmy pojechać nocnym autobusem (11 godzin jazdy). Wybraliśmy coś co nazywało się "hotel bus" i okazało się całkiem wygodnym środkiem lokomocji. I choć w autobusie nie było toalety (11 godzin to całkiem długo) to sama jazda była dość komfortowa.


Całą noc przespaliśmy leżąc na tych "łóżkach", co prawda dosyć krótkich, ale W. dał radę i to jest najważniejsze. Rano byliśmy już na miejscu w niezłej formie. Co prawda zakurzeni i mocno nieświeży - najpierw cały dzień zwiedzania a potem 500 kilometrów często bez asfaltowej drogi zrobiły swoje. Hotel mieliśmy zarezerwowany, ale spodziewaliśmy się, że jak to w hotelach bywa pokój dostaniemy po 14. Ale o tym w następnym poście. 

22 komentarze:

  1. niesamowite :) Zazdroszczę wrażeń ze zwiedzania. Podróży tym autobusem już nie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krysiu, ale podróż była całkiem komfortowa mimo, że długa.

      Usuń
  2. Przyroda jest silniejsza od człowieka,
    dlatego tam w tych warunkach klimatycznych tak gwałtownie wchodzi na tereny zajęte przez człowieka.
    Piękna wycieczka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym powiedziała, że na szczęście silniejsza - daje to nadzieję, że kiedy my jej szkodzimy to da radę się odrodzić.

      Usuń
  3. Pięknie tam :) Gdy ludzie odeszli drzewa zamieszkały w świątyniach, apsary wciąż tańczą a devy nad wszystkim czuwają :)

    OdpowiedzUsuń
  4. I znów oglądam i nie mogę się napatrzeć. Jutro jeszcze to wrócę. Jestem pod wielkim wrażeniem. A podróż autobusem, to musiało być niesamowite przeżycie. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie cieszy każda wizyta :)

      Usuń
    2. I znów jestem i znów podziwiam. Dla mnie posty o podróżach i w ogóle podróże są jak narkotyk... jestem od nich uzależniona. To jednak cudowne uzależnienie!

      Usuń
    3. Uzależnienie cudowne, też je mam ;)

      Usuń
  5. Basiu piękna podróż, czytam od samego początku ale komentarze mi coś zżera... cudowne miejsca, czekam na cd, pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następnym razem zlegniemy na pięknej plaży ;)

      Usuń
  6. Wspaniała wyprawa i relacja! Z ogromną przyjemnością zaglądam tu po kilka razy dziennie, żeby oczy nacieszyć! Bardzo bym chciała zobaczyć te cuda na własne oczy. Może kiedyś uda mi się przekonać męża...
    ewawr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Urabiaj Połówka urabiaj. Tam trzeba jechać zanim komercja wejdzie w każdy element życia, czyli czasu już niewiele.

      Usuń
  7. Basiu-świątynie robią niesamowite wrażenia na zdjęciach, więc w rzeczywistości zdaję sobie sprawę jak było to emocjonujące. Niesamowite są i zabytki i natura w połączeniu z nimi, choć przecież niszcząca... A autobus luxusowy. W Brazylii takich super jak ten nie było . Pięknie relacjonujesz i jestem pod wrażeniem zdjęć . Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autobus faktycznie luksusowy ;) Za dobre słowa bardzo serdecznie dziękuję!!!

      Usuń
  8. Dobre jest powiedzonko "To zo przezyłem i zobaczyłem nikt mi nie zabierze" .... nikt Wam nie zabierze wspomnień z tak wspaniałego miejsca. Jestescie szczęściarzami ze mogliscie tam być :-)))
    A ja sie ciesze ze mogłam o tym poczytac i zobaczyc zdjecia....
    Tyle sie naczytałam i naogladałam filmów w np Nationele Geografic ale jak ktos relany, normalny człowiek relacjonuje swoja wyprawe odbiór jest zupełnie inny ...
    Ciekawe gdzie następnym razem wyruszycie :-)))))))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię relacja "ludzi z krwi i kości" takich zwyczajnych jak ja, mają one dla mnie szczególny wymiar. A co do planów to już mamy bardzo konkretny (na przyszłą zimę) teraz tylko zacząć plany zamieniać powoli w realny zamiary - jako, że mam fisia na punkcie herbaty wymarzyłam sobie pola herbaciane na Sri Lance i sierociniec słoni, który też tam się znajduje ;) Lato też już mamy wymyślone ;) spontan na co dzień i weekendy a poważny odpoczynek przemyślany ;)

      Usuń
  9. Ja się zawsze boję, że w takich miejscach natknę się na biedę zwierzęcą i to mi zepsuje pobyt. Czy tak bylo to jakoś rażące?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu pisałam o tym, w którymś poście, a może w komentarzu(?). Dla mnie los zwierząt jest trudnym tematem w takich miejscach i serce mi pęka, ale próbuję wyłączyć te uczucia (zauważ, że próbuję, to nie znaczy, że mi się udaje) i tłumaczyć sobie, że u nas też nie jest dobrze - tyle zwierząt w schroniskach, tyle okrucieństwa je od nas spotyka, że wcale nie jesteśmy wiele lepsi od innych nacji. Jeśli tylko mam okazję to np podzielę się jedzeniem z psiakiem czy kotem (teraz miałam szczenną sukę podkarmianą w knajpce, gdzie nikt z obsługi nie zwrócił mi uwagi na to, że karmię psa, choć z ich punktu widzenia nie jest to dobre bo zaraz chmara psów się zleci i będą napastować gości o jedzenie). Nie jest to łatwe, ale powiem Ci, że chyba najgorzej zniosłam traktowanie zwierząt (koni) w Egipcie i niewyobrażalnie zabiedzone koty na wyspach greckich. Takiej bidy zwierzęcej jak żyję nie widziałam :(

      Usuń
  10. Ale bym chciał to zobaczyć na własne oczy !

    OdpowiedzUsuń