piątek, 17 maja 2013

Dolina Mozeli cz. 4 – Podchmielony jabłecznik



Zabytki, koty, wino, klimatyczne miejsca i pyszne jedzenie – tak, tak, w Niemczech można pysznie zjeść – to wszystko mieliśmy w Dolinie Mozeli, ale nie napisałam wcześniej, że ten pobyt to również nowa osobista znajomość. Kiedyś mocno obawiałam się spotkań w realu z osobami poznanymi w necie, teraz polegam na swojej intuicji i chętnie spotykam się z ludźmi poznanymi wirtualnie. Tym razem trochę czasu spędziliśmy z Basią i Jej rodziną. Zgodnie z planem mieszkaliśmy w tym samym pensjonacie, jeden cały dzień włóczyliśmy się wspólnie po okolicy. Była wycieczka statkiem po Mozeli, był pyszny lunch w „kocim miasteczku” ;), był leśny plac zabaw dla dzieci, plecenie wianków ze stokrotek i dużo, dużo innych wrażeń. Córki Basi są dla mnie wymarzonymi wnuczkami. Szkoda, że nie było z nami Maleństwa, bo mógłby zobaczyć jakich wnucząt oczekuję w przyszłości. Dziewczynki są nie tylko śliczne, ale przede wszystkim przesympatyczne i bardzo ale to bardzo grzeczne. Ta drogą przesyłam buziaki dla Lou i dla Gabrysi.
To tam ustaliłyśmy z Basią, że fajnie byłoby przygotować jakiś wspólny wpis kulinarny bazujący na mozelskiej kuchni. Na stronie internetowej miejscowości gdzie był pensjonat znalazłyśmy kilka fajnych przepisów. Na pierwszy ogień poszedł „Podchmielony jabłecznik”. Ciasto jest banalnie proste w wykonaniu, a smak jest odwrotnie proporcjonalny do wkładu pracy. Przepis zapisałam w moim kajecie z najlepszymi przepisami. Piec je będę jeszcze nie raz.




Podchmielony jabłecznik


125g miękkiego masła
125 cukru
3 jajka
sok z połówki cytryny
200 g mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
3 łyżki mleka
4-5 kwaśnych jabłek
szczypta soli
200 ml Rieslinga, wytrawnego lub pół wytrawnego

Jabłka obrać, pociąć na cząstki i zalać winem i macerować je kilka godzin. (Mnie wystarczyły 2 jabłka, ale zbyt cienko je pokroiłam, następnym razem każde jabłko pokroję na ósemki).
Masło utrzeć z cukrem na kremową masę, a następnie dodawać po kolei jajka i sok z cytryny. Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia i dodawać stopniowo do masy ciągle mieszając. Dodać mleko i wymieszać.

Piekarnik rozgrzać do 150 stopni (ja piekłam w 170 stopniach). Tortownicę (ja miałam 24) wysmarować tłuszczem i wysypać mąką. Wlać ciasto, wyłożyć jabłka i piec na środkowej szynie przez około 35 minut (ja piekłam przez 45 minut). Wyjąć z piekarnika, ostudzić i posypać cukrem pudrem wymieszanym z cynamonem.
Smacznego!!!




I jeszcze kilka zdjęć z naszego wspólnego dnia.






Rzeka stanowi zupełnie inną perspektywę patrzenia na okolicę, pozwala zobaczyć, że brzegi to nie tylko urokliwe miasteczka i winnice, ale i dzika przyroda. Niestety nie udało nam się podziwiać okolicy z roweru, ale może następnym razem...



Zawsze zazdroszczę innym narodom, że na co dzień potrafią bawić się „na ludowo” i nikt się temu nie dziwi i nikt nie traktuje tego jako obciach.




I na dzisiaj ostatni rzut oka na rzekę 



Basiu, Michale, Lou i Gabrysiu bardzo dziękujemy za wspaniale spędzony czas!!!!

4 komentarze:

  1. Oh, Basiu, az mi milo sie zrobilo i sie zaczerwienilam. Dziekuje slicznie za tak mile slowa. Maluchy oczywiscie wysciskam :) Fajna wycieczka byla, rozwijajaca i odprezajaca. Pozdrawiam Ciebie i W. i ciesze sie, ze sie poznalysmy :)

    A ciasto pyszne. Robcie koniecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bardzo się cieszę z naszego poznania :)

      Usuń
  2. Ale fajne spotkanie :) i do tego wycieczka i wspólne pomysły kulinarne :) bardzo mi się to wszystko podoba :) jabłecznik muszę wypróbować :)pozdrawiam obie Basie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrawiamy również :)
      A zarówno wycieczka jak i wspólne biesiadowanie, picie pysznego wina było na prawdę bardzo fajne

      Usuń